Dodano 2018-01-12 przez Jasiek Kowalski
Do mety jeszcze daleko ;)

Nigdy nie wiem jak dobrze zacząć nowy wpis, tym bardziej po tak długiej przerwie… więc może od razu przejdę do tych wydarzeń z roku ubiegłego, które miło będę wspominał ;)

Słoneczna Italia - lipiec 2017

Na pierwsze moje letnie wakacje we Włoszech jechałem bez konkretnego nastawienia treningowego, choć pewnie Magda powiedziała by co innego :) 

Po głowie chodziły jednak myśli aby biegać i pływać gdzie się da i może spróbować szosy nad Gardą - bo tam ponoć magicznie. I faktycznie, tak też było!

Jednak zanim tam dojechaliśmy rzeczywiście biegałem gdzie się dało… na plażach, na drogach dojazdowych do nich ;) na deptakach i temu podobnych nadmorskich promenadach w okolicach Riccione. Z uwagi iż zbierałem się koło godzin południowych, na zimno nie narzekałem. Bieganie w pełnym słońcu przy 35 st? Bardzo proszę! Czy polecam? Oj, nie!

Wpadło też jedno super bieganie w drodze dojazdowej do tego miejsca, które dziwnym trafem również wypadło w okolicy Gardy ;) Mowa o magicznym Arco! Zdecydowanie miejscówka warta odwiedzin, zarówno od strony turystycznej jak i treningowej… o wspinaczach nie wspominając.

Na basenie natomiast opanowałem wreszcie nawrót koziołkowy, co prawda nieco koślawy ale zawsze krok naprzód! Zaliczyłem również kilka sesji open water, choć nurkowanie z synami w płetwach było zdecydowanie bardziej przyjemne.

Wracając natomiast do roweru. Nad Gardą z wypożyczeniem sprzętu problemu nie ma, choć na drugi raz raczej pojadę już z własnym. Odnośnie tras, jest tego absolutne mnóstwo o bardzo zróżnicowanym profilu. Na pierwszy ogień - Monte Velo. Niby nie długa trasa ale jaka! Na pierwszych 10 km miałem już 1000 metrów przewyższeń i w sumie mógłbym już wtedy zejść z roweru bo miałem już wtedy dość. Momentami nachylenie ponad 15%. Jak zatrzymujesz się w takim miejscu, to aby ruszyć i wpiąć się w SPDy musisz pojechać w poprzek drogi, a najlepiej zawrócić, wpiąć się zjeżdżając na dół i znów zawrócić do góry. Taki patent! Kto ma lepszy? Naprawdę mocny i wymagający podjazd. Ale jak jest pod górkę, to musi być i z górki! Bajeczne zjazdy, piękne widoki i banan od ucha do ucha!

Następnego dnia kierunek Sarche, przez Lago di Cavedine. Z racji iż prawie płasko to więcej czasu na zdjęcia ;) a widoki… zresztą sami popatrzcie!

W drodze powrotnej niestety przygoda… jadę, jadę i nagle… bimmm! Albo pimmm! Rower sam wyhamowuje i czuć jak opona trze o ramę. Zatrzymuję się. Pęknięta szprycha! Nie można ani jechać ani pchać, a przecież to tylko jedna szprycha. Na szczęście support Magdy wyratował mnie z opresji i bezpiecznie dowiózł do Torboli. Wypożyczalnia również nie zrobiła wielkiego problemu tak jakby takie awarie były na porządku dziennym. Ufff… już myślałem że będę płacił za nowe kółko w Cannondale.

 

 

70.3 IRONMAN Gdynia - 6 sierpień 2017

Gdynia to zdecydowanie stolica polskiego triathlonu. Przynajmniej tak uważam. Jeżdżę tam od lat i na pewno w tym roku znów wrócę.

W roku 2017 nie było oczekiwań, kalkulacji i ciśnienia. Na pewno chciałem sprawdzić inne podejście do biegania które jeszcze nigdy mi nie wyszło tak jakbym tego chciał w połówce. Czyli zacząć naprawdę spokojnie, luźno przebiec pierwsze kilometry i dopiero z każdym km powyżej dziesiątego delikatnie przyspieszać. Chciałem uniknąć skurczy które jak upiorny duch w każdym roku powracają na i tuż za Świętojańską.

Ale od początku. Pływanie po raz pierwszy w formule rolling start uważam za może i bezpieczniejsze dla nowicjuszy ale jednak bardzo tracące na widowiskowości i tej adrenalinie która jest w trakcie pralki. Zdecydowanie wolę jednak klasyczne starty falami. Kolejną niespodzianką był ławica meduz, które może i nie zjadały ;) ale powodowały dziwne uczucie macania w trakcie pływania. Czas w wodzie? Klasyczny, choć nie najgorszy - 41 minut.

Fakt, grzebałem się trochę w strefie zmian. Zawsze lekceważyłem pośpiech na tym etapie ale może w 2018 czas to zmienić?

Rower. Moja ulubiona trasa. Po prostu fantastyczna. I turystycznie i krajoznawczo i podjazdy i zjazdy i czasem płasko. Choć w tym roku poszalałem na zjeździe i doszedłem prawie do 70 km/h. Lubię to! ;) Czas 2:45. Przyzwoicie.

No i wreszcie bieganie. To tutaj się wszystko rozstrzyga. To jaki będzie czas na mecie. Na szczęście poszło zgodnie z założeniami. Piłem, jadłem… a po 7 km zacząłem powoli przyspieszać z 5:00/5:10 na km do 4:40/4:45. Bez skurczy praktycznie do końca, choć ostatnie 3 km leciałem już rozpędem. W pewnym momencie po przeliczeniu stwierdziłem że złamię 5:20:00 ale aż tak dobrze niestety nie było, a tempa 4:40 do końca utrzymać się nie dało. Stąd czas 5:21:20.

Mimo wszystko życiówka.

A kibice? To już staje się nudne, znów NAJLEPSI! :)

 

Środa Triathlon - 20 sierpnia 2017

Na te zawody szykowałem się od dawna. Bo z chłopakami! Oni byli tego dnia najważniejsi.

Maks bojowo nastawiony i skoncentrowany aby być pierwszym!… tak bardzo że do wody wskoczył bez okularków na nosie. Nie przeszkodziło mu to jednak aby być pierwszym na tym etapie. Po prostu rakieta!

Dobieg do T1 również sprintem, ale takim że w strefie nie mógł złapać oddechu. Fakt, trochę zakręciliśmy się tam i straciliśmy prowadzenie ale i tak było dobrze.

Rower spokojnie, chyba trochę zbyt spokojnie ale na bieganiu znów pełen ogień i trzeci na mecie w swojej kategorii wiekowej! A więc pierwsze rodzinne pudło w triathlonie! :)

W grupie Filipa natomiast już bardzo mocna rywalizacja i widać gołym okiem osoby już trenujące poważnie triathlon. Zresztą nastawienie Filipa dużo bardziej luźne i spokojne. Choć na finiszu poczuł duch rywalizacji i metę przebiegł na pełnej prędkości i z uśmiechem od ucha do ucha. Pięknie!

Mój start natomiast w kategorii: „przyzwoicie” ;) to zdecydowanie hasło tego sezonu :)

20 minut pływanie, 1:19 minut rower i bardzo przyzwoity bieg w czasie 49 minut. Czas 1:31:28.

Miejscówka na triathlon idealna. Zdecydowanie polecam!

 

 

parkrun w Dąbrówce

Wreszcie parkrun zawędrował do Dąbrówki. W każdą sobotę, 9:00 rano, 5 km po leśnych ścieżkach które znam na pamięć. Wreszcie jest mobilizacja do mocniejszego treningu i mocnego biegania. Biegam jak tylko jestem na miejscu i nie zaśpię ;) Na ten moment życiówka to 21:23.

Oczywiście Maks nie byłby sobą jakby mnie na namówił na wspólny bieg. Przecież ja też dam radę! Co to jest 5 km!?

No i wystartował! Przez pierwsze 400 metrów nawet prowadził! Z dorosłymi!  Nie mogłem go dogonić. Dopiero później chyba zorientował się że to 5 km a nie 500 metrów i zwolnił. Dwa małe kryzysy przezwyciężyliśmy szybko. Czas na mecie?!! No?!! 29 minut! Tego nikt się nie spodziewał. DUMA!

 

 

Bike Challenge - 10 wrzesień 2017

Zawody z cyklu „miałem tu nie startować” :) No ale kumpel napisał że ma wolny pakiecik - więc jak tu nie startować? :) Start przeciągnięty o 2 godziny, deszcz, zimno. Ale za to w strefie startowej kumple z podstawówki! Tak! Z mojej klasy o profilu sportowym/lekkoatletycznym! Jeden ze spokojnym nastawieniem turystycznym, drugi bardziej ambitny, więc postanowiliśmy spróbować pojechać razem. No i pięknie udało się. Średnia prawie 40 km/h. Jazda w dużym, szybkim peletonie to naprawdę dobra zabawa. Nawet jak pada, wieje i jest mokro. Momentami niebezpiecznie, fakt. Trzeba mieć oczy dookoła głowy i starać się trzymać marginesy. Ale to naprawdę fajna zabawa. A na mecie wyglądałem o tak jak na zdjęciu.

Nic dodać, nic ująć.

 

 

Poznań Maraton - 15 października 2017

Ile raz to już pisałem że nie pobiegnę więcej maratonu? Pewnie wiele. Ale jak tu odmówić jak znów mieliśmy pobiec z Patrykiem i niepełnosprawną Nicolą w wózku. I dla niej i dla niego to pierwszy maraton, więc po prostu musiałem. Po raz kolejny czas nie był ważny. Ważne były emocje i frajda jaką daliśmy Nicoli. Dokładnie 4,5 godziny zabawy ;)

A przekroczenie linii mety… bezcenne dla nas wszystkich!

 

Zawody pływackie BabyInk

Opis tego wydarzenia będzie krótki :D

4 wyścigi. 3 x pierwsze miejsce (w tym sztafeta: syn/ojciec). 1 x drugie miejsce 

#dumnytata 

 

Poznański Bieg Niepodległości - 11 listopada 2017 

W przeciwieństwie do powyższych tym razem uczciwie zapisałem się :P

Druga edycja tego biegu. I druga szansa dla organizatora na dobrą organizację ;)

Start z pierwszej lini, normalnie jak Pro ;)

Pierwsze 5 km spokojnie z Koprem trzymając równo 5 min/km (24:57), potem miało być tak samo ale nie wytrzymałem i urwałem się. Poleciałem ile mogłem, a okazało się że nawet całkiem dobrze to wyszło (21:41).

 

- - - 

 

Plany na 2018 rok?

Ten znak zapytania na końcu tego pytania jest odpowiedzią! Haha!

 

Z pewnością 70.3 IROMAN Gdynia. To na pewno.

Myślę także o: poznańskim półmaratonie, duathlonie na Torze Poznań, duathlonie w Czempiniu, triathlonie (1/4) w Lusowie (niestety w tym terminie nie udało się wylosować w Karkonoszmenie), triathlonie (1/4) w Środzie Wielkopolskiej, Bike Challenge, no i może jakimś pełnym dystansie w tri… ?


Fot: Daniel Musiał - Foto Amatore, Karina Awarska, materiały własne

Warto przeczytać także