Dodano 2016-04-24 przez Jasiek Kowalski
Szybkie ściganie po Torze

Tor Poznań. Miejsce nieomal mityczne na mapie naszego miasta. Miejsce w którym prócz imprez motoryzacyjnych od jakiegoś już czasu obywają się kolarskie czwartki na które niestety nie udało mnie się jeszcze dotrzeć. Kilkanaście lat temu bywałem tu dość często w zespole organizującym zawody motoryzacyjne. Od kilku lat szukałem okazji aby wystartować tutaj na dwóch kółkach. I tak, tego roku udało mnie się natrafić na komunikat dot. organizacji duathlonu. Nie wahałem się ani chwili, myśląc że to fajny pomysł na początek sezonu. Nigdy też nie brałem jeszcze udziału w tego typu rywalizacji multisportowej - duathlonie.

Na tor docieramy z Magdą na prawie godzinę przed zawodami. W porównaniu z imprezami triathlonowymi jest to baaardzo, bardzo późno. Zawody organizowane są jednakże dla niewiele ponad 100 osób więc mimo wszystko jestem w miarę spokojny. Prócz naszej rywalizacji jest jeszcze bieg na 4 km. Odbieram numer startowy wraz z chipem i postanawiam trochę się rozgrzać na rowerze. Runda rowerowa po nieomal pustym torze to coś naprawdę fajnego. Aż chce się przycisnąć jeszcze i jeszcze mocniej. Temperatura jednakże z rana specjalnie nie sprzyja. Jest grubo poniżej 10 st. Na niektórych odcinkach jadąc pod wiatr jest naprawdę chłodno. Jedno okrążenie to 4,08 km. Mija naprawdę szybko. Odstawiam rower do strefy zmian zlokalizowanej w paddocku. Mając swobodny wybór swojego miejsca trudno się zdecydować ;)


Kameralną odprawę w biurze zawodów prowadzi Przemek Walewski. Kilka słów o historii duathlonu to fajne wprowadzenie dla debiutantów których tego dnia jest naprawdę sporo. Zasady są proste. Start z początku paddocku, jedno okrążenie biegu - 4 km, trzy okrążenia rowerem - 12 km i na koniec jeszcze 2 km biegu z nawrotem po 1 km i powrotem na linię startu. Proste.

Do startu pozostało już tylko kilka minut. Sprawdzam jeszcze rower odstawiony w strefie zmian. Zdejmuję dres ale postanawiam zostawić sobie bluzę na stroju startowym, zimową czapkę i rękawiczki kolarskie - najwyżej będę zrzucał w strefie zmian. Jeszcze króciutki rozruch i odliczamy.


Nie ustawiłem się może idealnie na linii startu ale tę rywalizację traktuję naprawdę luźno. Nie ma się co spinać. Just fun! Wystrzał i lecimy.

Pierwszy km mija dość szybko 3:49 min/km, chowam się za plecami małej grupki bo wieje prosto na nas. Na jej końcu biegnie jedna dziewczyna i ja tuż za nią. Dziewczyn niestety na tych zawodach wiele nie ma, bodajże tylko 13. Nie mam sumienia jakoś biegnąć na jej plecach więc wyprzedzam i widząc że grupka nam odjeżdża mówię do niej aby schowała się za moimi plecami i gonimy. Tak mija drugi km który wyszedł już 4:05. Doganiamy grupę ale widzę że dziewczyna dalej słabnie. Trzeci km to tempo to 4:09, a więc jest w miarę równo.

 

Na czwartym kilometrze zaczynam już odczuwać większe zmęczenie, wiatr i temperatura też robią swoje. Powoli myślę już o etapie rowerowym. Takie połączenie gdzie rower jest po bieganiu to dla mnie nowość. Ciekawe jak to będzie szczególnie że lewa czwórka po skurczu który trafił mnie poprzedniego dnia jest w nienajlepszej formie.


Dobiegam do paddocku w tempie czwartego km 4:19, a więc wolno. Na trybunach dostrzegam Magdę. Kibicuje! <3

Szybka zmiana, zrzucam buty biegowe, zakładam kask, chwytam rower i heja dalej. Buty kolarskie wpięte w bloki, a więc wskakuję na rower i próbuję się wpiąć za matą. No i tutaj niestety mała wtopa. Wypadłem z wprawy po ubiegłorocznym sezonie i dość kulawo ruszam i wbijam się w buty w trakcie jazdy. Prawą stroną mija mnie jakiś mocny zawodnik ale jak tylko uporałem się z butami jestem już tuż za nim. Dostaję propozycję zmian i jazdy na kole. Why not?!

 

Konwencja draftingu jest tutaj dozwolona. Tak oto łapię super kompana który okazuje się być na porównywalnym poziomie. Zmieniamy się kilka razy na każde okrążenie. Nie patrzę nawet na prędkościomierz bo tak blisko trzymam się momentami jego koła że boję się stracić czujność i dotknąć jego koła. Jest zdecydowanie pełny ogień. Gdy ja wychodzę na zmianę, to z kolei trzeba skupić się na kręceniu na 100% mocy. Wiatr momentami mocno wieje, więc taka jazda naprawdę warta jest współpracy.

 

Szczególnie w pamięci zapada moment kiedy lecimy główną prostą i mijamy trybuny. Jakaś taka sportowo-motoryzacyjna adrenalina udziela się. Zdecydowanie piękny etap. Do tego fantastyczny asfalt i piękne łuki na pełnej prędkości. Genialna sprawa. Dwukrotnie mijają nas tego typu duety - no cóż, mocnych zawodników nie brakuje. Kończymy trzecie kółko, a więc powoli wychodzę z butów i przygotuję do zbiegu z roweru. Bieganie po paddocku z rowerem bez butów naprawdę jest fajne. Od razu chce się wszystko robić szybciej i szybciej.

Odstawiam rower, zdejmuję kask i ponownie wskakuję w buty biegowe. Teraz już tylko 2 km. Tylko, nie tylko. No nie wiem. Wybiegając ze strefy zmian na metę wbiegają już pierwsi zawodnicy. Do nawrotu mam 1 km. Wydaje mnie się że biegnę wolno ale wychodzi 3:57.

 

Nawrót i ostatni odcinek który pokonuję w 4:05.


Meta! 48:25. Fajny medal! :)


Podsumowując: mega fajne zawody, kameralnie, super szybko, świetne miejsce do organizacji tego typu rywalizacji. Trochę krótko ale mega intensywnie! Fajnie, polecam! Gratulacje dla wszystkich zawodników, kibiców, fotografów dzięki którym mam tak fajne fotki ;) i organizatorów na czele z Przemkiem Walewskim. Oby tak dalej! Kiedy kolejna edycja?

Foto: Amadeusz Juskowiak aiphoto.pl, ProRun Dariusz Niedzielski, Fotografia Tomasz Szwajkowski

Warto przeczytać także