Dodano 2015-04-17 przez Jasiek Kowalski
Just on time
Półmaraton to dystans do którego generalnie nie przygotowuję się specjalnie. W okresie jesienno-zimowym trenuję normalnie myśląc o całym sezonie startowym który staram się aby był maksymalnie urozmaicony.
 
 

Po ostatnim moim starcie, a więc Maniackiej Dziesiątce, spodziewałem się czasu w okolicach 1:37. Tak też się stało. Ani za szybko, ani za wolno. Wszystko poszło zgodnie z moimi możliwościami. Oczywiście oczekiwania mam zawsze większe niż możliwości ale patrzę realistycznie na moje starty i wiem że cudów nie zdziałam.

 
 
Dopiero na linii startu zorientowałem się że organizator podzielił zawodników TYLKO na dwie strefy, A i B - czyli poniżej i powyżej czasu 1:40. Dodając do tego rekordową frekwencję za którą idzie masa startujących debiutantów domyślałem się że pierwsze kilometry mogą być trudne. Ponadto ustawienie peace makerów było nieco dziwne, tzn. różne baloniki stały w stosunkowo bliskiej odległości, a ponoć nawet te z gorszym czasem stały przed tymi co z lepszym :)

Odliczanie od 10 do 1 i można startować. Jest ciasno. Przede mną widzę baloniki na 1:45. Upss... czyli nie najlepiej się ustawiłem. No nic, będziemy gonić. Pierwszy kilometr wyjątkowo wolny ale to głównie poprzez spory tłok - trochę poniżej 5 min/km. Z każdym kilometrem będzie już lepiej. Atmosfera piękna! Kibice w pełni dopisują, szczególnie przy Kurlandzkiej. Tam szczególnie czuć ich doping.
 
Pierwsze kilometry mijają w miarę spokojnie i skupiam się na złapaniu właściwego tempa w okolicach 4:30 min/km. Mijam naprawdę sporo osób które startowały chyba z pierwszej linii. Niektóre z nich dowcipkują i widać że nie wszyscy mają ciśnienie na czas - i bardzo dobrze, szkoda tylko że nie startowali ze swoich stref. Jeden komentarz szczególnie mnie rozbawił. "Może poczekamy na karetkę, ponoć bardzo w nich wygodnie teraz..." :)
W oddali widzę już baloniki na 1:40 które wyprzedzam za rondem rataje. Jak to zazwyczaj bywa tuż za balonikami ścisk, a tuż przed luz... :)
Od tego momentu biegnie się już całkiem swobodnie i mogę skupić się na odpowiednim żywieniu. Po drodze mijam też znajome zespołu muzyczne z wcześniejszych edycji półmaratonu i z innych poznańskich biegowych imprez. A więc są ostro grający księża - szczególne podziękowania!, żabki - jakieś takie chyba smutne tego dnia, jest i nowość zespół Toyoty - ale to już prawie na końcówce biegu - ale całkiem dobrze grający. Jest też jedna z moich ulubienic z maratonu poznańskiego - naprawdę mocny i wyrazisty głos - na skrzyżowaniu Wspólnej i Dolnej Wildy. Również i na tym odcinku są i miejscowi ale tym razem piwem nie chcą poczęstować ;) 
 
Na Dolnej Wildzie orientuję się że trasa półmaratonu uległa małej modyfikacji w porównaniu z wcześniejszymi edycjami - nawrót jest dopiero na wysokości Czechosłowackiej - nie wiadomo dlaczego ten fragment biegu niemiłosiernie się dłuży. Na szczęście to odcinek biegu gdzie kibice wyjątkowo licznie wspierają biegaczy! Docieram wreszcie do Drogi Dębińskiej - to odcinek półmaratonu który polubiłem już (dosłownie) tak jak trasę Warszawską na maratonie. Dłuuuga prosta na której można spokojnie kontrolować tempo i powoli myśleć już o mecie.
 
A przed metą kolejna niespodzianka! To efekt nieprzeanalizowania wcześniej trasy biegowej. Nie biegniemy już Garbarami! Tak coś mnie się nie zgadzało patrząc na ilość przebiegniętych kilometrów. Można już poważnie myśleć o finishu i wykrzesaniu z siebie ostatek sił. Jak zwykle to krzesanie sprowadza się ledwo do utrzymania średniego tempa... Nowa trasa na tyle zagmatwała mi w głowie że nie przyjąłem drugiego żelu… no ale zostały już ostatnie kilometry - szkoda na to czasu. Trzeba gnać! Niestety nie widzę nigdzie baloników na 1:35 - trochę się łudziłem że będę miał ich w zasięgu wzroku na ostatnich kilometrach ale niestety… za rok na pewno!
 
Zbliżam się powoli do Malty, a to znak że już naprawdę blisko, trzeba jeszcze tylko pokonać te dłużące się podbiegi na Baraniaka, dalej zbieg do Malta Ski, trybuny i wbiegamy na niebieski dywan prowadzący do linii mety. Na zegarze 1:38… a to znak że netto ok 1:37… dokładnie 1:37:24, miejsce 1058 na 8042 zawodników którzy dobiegli do mety. Wynik na miarę moich możliwości. 
 
 
 
Jednego nie mogłem doczekać się na mecie… to ten złoty widok z hangarów na wszystkich zawodników - złoty tłum, w złotych foliach termicznych :) piękny widok! Gratulacje dla wszystkich zawodników zmagających się tego dnia z tym dystansem - szczególnie dla debiutantów!
 
 
 
To był mój czwarty półmaraton w Poznaniu. Cztery lata temu zacząłem moją przygodę z biegami ulicznymi...
 
Warto przeczytać także