Dodano 2015-03-14 przez Jasiek Kowalski
Maniacka dziesiątka - relacja

Pierwszy start w tym sezonie to pobudka po prawie 5 miesięcznej przerwie w startach. Sporo treningów za mną - co prawda z nastawieniem na trzy dyscypliny a nie jedną - ale jednak bieganie jest jedną z ulubionych…

Pogoda rok temu nie rozpieszczała, a i tym razem nie było lepiej. Deszczowo, ok 5 stopni na plusie, trudno w takich warunkach o dobrą rozgrzewkę. Na starcie spotykam dobrych znajomych - Tomka i Marka - wszyscy do zielonej strefy B, która mimo że jest ustawiona blisko linii startu to charakteryzuje się dużą rozpiętością życiówek - między 40 a 50 minut. Ustawiamy się na granicy, między strefą A i B. Tomek celuje poniżej 50, Marek w 45, a ja… a ja nie mam bladego pojęcia jak z moją formą. Rok temu pobiegłem 45:01, no to powinno być lepiej może 43, może 44 minuty. Zobaczymy.

 

Armata głośnym hukiem sygnalizuje start biegu. Na początku jak zwykle bardziej marsz niż bieg, trzeba się dobić do linii startu…

Początek postanawiam wystartować z rezerwą. Biegniemy razem z Markiem i mam wrażenie że ciągle wyprzedzamy, chyba sporo osób ustawiło się zbyt optymistycznie na starcie ;)

Przed kładką prowadzącą do CH Malta dwie osoby zaliczają szlifa… takiego „rowerowego” - oj, to musiało boleć. Jest mokro, a do tego tłoczno - trzeba uważać. Na szczęście są cali i biegną dalej. 

Pierwszy km w czasie 4:28… jest spokojnie, tętno jak na start w 10 km biegu łagodne, ok. 165 uderzeń. Na ul. Berdychowo dociera do nas Tomek, małe ale miłe zaskoczenie… choć z drugiej strony to sygnał że chyba za wolno :P. Mijamy zespół muzyczny - dobrze grają! Dzięki Panowie! Na ul. Piotrowo mijam Zosię z KobietyBiegają.pl - tydzień temu biegła maraton na Majorce, krótkie pozdrowienia i lecimy dalej. 

Drugi kilometr to najwolniejszy odcinek tego biegu - było za wolno, tyle w temacie… na tyle że moja ambicja dała mi kopa w tyłek i trzeci kilometr pobiegłem rekordowo na 4:11. Na moście Rocha czułem że wreszcie biegnę, było mocno ale w granicach moich możliwości, mimo że tętno dotarło do moich wyścigowych progów w okolice 182… cóż, ten parametr postanowiłem zignorować :), przecież to tylko bieg na 10 km - trzeba się skupić na średniej z jednego km. 

Czwarty, piąty i szósty kilometr biegnę przyzwoicie, między 4:19 a 4:22. Jest tłoczno, trzeba uważać, z nieba pada deszcz a ja zasuwam po ścieżce rowerowej prowadzącej normalnie w przeciwną stronę - to ul. Krakowska. Nawrót przy Browarze i teraz już powinno być z górki. 

Na siódmym kilometrze niestety przysypiam i tracę kilka cennych sekund, chyba brak skupienia. W tym roku nie ma peacemakerów - szkoda. Zostały ostatnie 3 km, trzeba się skupić, a na efekty długo nie trzeba czekać, wracam do swojego tempa w okolicach 4:20. Niestety przy zamkniętym już lodowisku na Malcie Pan z weselną muzyką nie ułatwia w wykrzesaniu z siebie ostatnich sił :) skąd on tam się wziął i dlaczego tak smętnie gra? Mam znów zasnąć? :) 

Cisnę ile fabryka dała choć czas tego nie odzwierciedla - jest normalnie, czyli 4:20/4:19. Biegniemy ścieżką asfaltową wokół Malty… TAK - to ten odcinek które zapamiętam na długo od czasu lipcowego triathlonu na dystansie 1/2, trzydzieści parę stopni w cieniu, masakryczne skurcze i walka - było ciężko. Postanawiam się teraz trochę zemścić na tym odcinku! :) Meta jest już blisko! Na tej ścieżce szczególnie widać jak jest ciasno, rzeka biegaczy - chyba drodzy organizatorzy jesteście już na limicie pojemności tej trasy. Dobiegam do zegara… i ciągle mam deja vu z triathlonu. 

Nie patrzę już na zegarek. Domyślam się że jest lepiej niż rok temu, nie dużo ale lepiej… ale ile…? No nie wiem… kamerzysta zasłania czas z zegarem przed metą, skandal! :) Jest! Widać! Czas brutto 45:dwadzieścia kilka… ok, no to jest poniżej 45:00 netto, zatrzymuję zegarek, kontrola… 44:21… ahhh… no życiówka ale szału nie ma! :) Miejsce open: 874 na 4000 zawodników, w kategorii wiekowej M30: 369. Bardzo zbliżone miejsca do ubiegłorocznych wyników, prawie identyczne.

 

Medal na szyję i idę coś się napić bo pić się chce! :) Ależ ładny medal w tym roku, naprawdę fajny… 

Szkoda tylko że na macie tak samo jak rok temu… czyli nic… ani izotoników, ani bananów… nic… no może prócz wody w siatce, małego batonika i maślanego ciasteczka… w sam raz na mój cholesterol. Ostatnio robiłem badania, wynik 274! Nie jest dobrze… ale czy w tym wieku może być dobrze? :))

 

Czas Tomka: 48:16, Marka: 44:50. WOW! Gratulacje Panowie!

Trzeba spinać pośladki i brać się za robotę bo czuję Wasz oddech na plecach.

 

A co dalej… Półmaraton w Poznaniu i pewnie będzie ciężko o lepszy wynik niż rok temu ale spróbujemy. Potem mistrzowski bieg Wings For Life World Run - polecam! Mega zabawa! Planowany wynik zanim meta mnie złapie: 30 km. A potem… a potem moje pierwsze ULTRA!!! GWINT na dystansie 55 km. Będzie ciężko!

 

A dalej… dalej wchodzimy już w sezon TRI startów… :)

Warto przeczytać także