Dodano 2014-08-13 przez Jasiek Kowalski
Niedzielna herbatka

Ten wpis będzie inny. Marcin Konieczny (MKON) narzekał ostatnio że wszystkie relacje na Akademii Triathlonu (AT) są takie same w schemacie: toaleta, pływanie, rower, bieg a kończące się triumfem/porażką… moje wpisy nie ukazują się co prawda na AT ale stwierdziłem że faktycznie wieje trochę nudą i trzeba odwrócić konwencję… :)

 

A więc zaczynamy… a właściwie kończymy :)

Na metę dobiegam z przyzwoitym czasem 5:36:36 i prawie zgodnie z założeniem aby nie upodlić się całkowicie jak miało to miejsce w Poznaniu. Radość jak rzadko kiedy - porównywalna chyba z pierwszym startem w Sierakowie, rok temu. Kibice dają naprawdę wielką moc, a hałas i okrzyki Łukasza Grassa dobiegające z mety było już słychać prawie kilometr przed metą - to niosło, naprawdę. Na ostatniej pętli miałem jeszcze cień nadziei że złamię 5:30 ale opadające tempo biegu nie pozostawiło złudzeń. Czas jednak nie był tego dnia celem, chciałem ukończyć te zawody w dobrej kondycji. Do dobrej kondycji brakowało ciut ciut, bo dochodziłem do siebie prawie godzinę  ;) ale nie było źle. Strefa regeneracji miała to ułatwić ale mimo swojej wielkości, przy tej ilości zawodników widok kolejki do wszystkich punktów trochę mnie zniechęcił i jedynym pocieszeniem był zimny Lech… dobre i to!

 

... i już po zawodach - z Pawłem Bonieckim (Boniek) - założycielem Trisfery oraz Piotrem Pasierbińskim (Pasik)

 

A co było wcześniej…

…bieg - naprawdę przyzwoity półmaraton z czasem ok. 1:54, bez skurczy - choć te były blisko ale Gregory tuż przed startem poczęstował mnie magiczną tabletką której nazwy nie wymienię :) 

4 pętle w pobliżu Skweru Kościuszki były naprawdę jedną z fajniejszych tras biegowych na triathlonach w których uczestniczyłem. Głośna muzyka i doping zrobiły swoje. Jedynie na podbiegach na Świętojańskiej modliłem się (dosłownie) aby moje dwójki wytrzymały jeszcze trochę… i wytrzymały! Na trzecim kółku łapię Pawła Bonieckiego i mobilizuję do walki - została mu końcówka ale marudzi coś pod nosem że nie złamie 5 godzin… cóż, chłop wykręcił 16 czas (na ponad 1300 zawodników) na rowerze więc totalnie nie dziwię się że na biegu go odcięło… Na tym kółku spotykam jeszcze Grzegorza, moje zdziwienie jest jednak tym większe że jest po drugiej stronie - tzn. nie jako zawodnik, a jako kibic!! Jak to? Czyżby skończył zawody w czasie mocno poniżej 5:00? Później okazuje się że zakończył zawody na 88!! km trasy rowerowej - kraksa, ostry szlif i złamana przerzutka pozbawiły go szansy ukończenia zawodów. Wielka szkoda.

 

…rower - tutaj jeśli chodzi o mnie działo się niewiele… ale jeśli chodzi o sporą grupę zawodników zdecydowanie za dużo. Temat draftingu opisany już został szerzej przez MKON’a na AT i twarzo-książce, więc nie będę głęboko tutaj wchodził. Powiem krótko: peletony po 40, 50 - zawodników to było coś co dosłownie zatkało mnie na trasie… :( 

U mnie nie działo się wiele bo jeszcze przed zawodami postanowiłem że pojadę na rowerze w swoim rytmie ale nie za mocno - nie tak jak miewało to miejsce na wcześniejszych zawodach, na których dawałem naprawdę ostro do pieca. Plan był taki aby nie przesadzić i postarać się na w miarę świeżych nogach mocno przycisnąć na biegu. Trasa wg mnie miejscami za wąska, a w centrum Gdyni z dość słabą nawierzchnią, progami zwalniającymi, studzienkami, piaskiem, etc. Trzeba było uważać - tyle w tej kwestii.

Pogoda idealna - ciepło ale nie gorąco i słońce schowane za chmurami - czego zdecydowanie brakowało na trasie biegowej. Czas: 2:48, średnia ok. 32 km/h… chyba jednak ciut za wolno pojechałem… w Poznaniu było to 2:40 i 34 km/h.

 

…pływanie - to niestety najsłabsza moja konkurencja, choć wody totalnie nie boję się i lubię pływać… po prostu nie potrafię jeszcze wystarczająco szybko. Czas ok. 43:00 pozostawia wiele do życzenia ale był oczywiście na miarę moich możliwości… :) Prawie 1400 osób na starcie skutkowało totalną pralką - praktycznie od początku do końca. Po raz pierwszy dostałem też ostro w dekiel… zapewne od nagłej zmiany stylu na żabkę u sąsiada - bo było totalnie z zaskoczenia i zabolało. Za katamaranem czyli największą „boją” nawrotową było jeszcze kilka innych boi które wprowadziły chyba trochę zamieszania i nie wszyscy mijali je odpowiednią stroną. Najbardziej jednak zaskoczyło mnie wyznaczenie trasy w taki sposób że w 3/4 długości można było sobie iść po dnie… :)

 

Epicki filmik z lotu ptaka... znaczy się drona ;) 

 

Dzień wcześniej natomiast miały miejsce dwa istotne wydarzenia.

Pierwsze - bardziej istotne :) to Czelendż 70,3 m na 16 calowych rowerkach - Rowerkowe Mistrzostwa Świata - mega fajna akcja zorganizowana przez ambasadorów akcji „Biegiem na pomoc” Piotra Nowaka, MKON’a i Krzysztofa Dietricha. Zbiórka pieniędzy na szczytny cel, do tego przednia zabawa dla dorosłych facetów bawiących się jak dzieci. Genialny pomysły, genialne wykonanie i WIELKIE gratulacje dla organizatorów i wszystkich uczestników. Kibice pewnie mieli również niezły z nas ubaw :) 

Drugie wydarzenie, w sumie również istotne, to przyznanie organizatorowi w Gdyni licencji IRONMAN 70.3 na 5 lat. Cieszę się bardzo bo zapewne wykorzystam tę okazję i nie odpuszczę tych zawodów za rok, w końcu medal z logo IRONMAN to jest naprawdę coś czego zdecydowanie brakuje w mojej kolekcji medali :)

Z drugiej jednak strony bardzo liczyłem na to że ta licencja przypadnie organizatorowi w moim rodzinnym mieście - Poznaniu… cóż, szkoda. Ale tak to już jest że aby ktoś mógł wygrać, ktoś drugi musi przegrać - i tym razem jest to organizator któremu mocno kibicowałem.

Mimo wszystko trzymam kciuki za zawody w Gdyni w przyszłym roku i mam nadzieję że będą naprawdę wyjątkowe!

 

Wspólne zdjęcie z ekipą Triathlonowy.pl

Warto przeczytać także