Dodano 2014-05-01 przez Jasiek Kowalski
Pasja która pomaga innym!

Wings for Life World Run - 04.05.2014 - pierwsza impreza, w której cały świat może ścigać się razem, równocześnie. Na 34 trasach, w różnych zakątkach świata, o jednej godzinie, wystartują tysiące zawodników. Świat zjednoczy się w biegu! :)

 


22.02.2014

To dzień mojej rejestracji - o biegu dowiedziałem się sporo wcześniej i od razu wpisałem go na swoją listę startów w tym roku. Niekonwencjonalny bieg, w którym meta goni Ciebie - doskonałe uzupełnienie moich treningów i przygotowań do triathlonowych startów których kulminacja przypada na Poznań Triathlon 27.07.2014 i Herbalife Triathlon Gdynia 10.08.2014.  

Start: Malta. Meta: ... hmm :) gdzieś pomiędzy Poznaniem a Gnieznem. Całkowity dochód z imprezy przeznaczony jest na badania nad przerwanym rdzeniem kręgowym - biegniemy zatem dla tych którzy nie mogą - to zdecydowanie mobilizuje!

Na stronie biegu szybko wyliczyłem że przy tempie 5:07 przebiegnę 24 km w czasie 2h03m… całkiem realnie… choć w kolejnych miesiącach przesuwałem ten punkcik dalej i dalej… teraz cichym marzeniem jest tempo 4:52 i dystans 30 km… zobaczymy...

 

 

Gniezno... do tego miejsca raczej nie dobiegnę... więc na osłodę tego faktu - lody ;)


29.04.2014

Mam swój numer startowy: 13311 :) piękny, nieprawdaż ? :)

Będzie można śledzić każdego uczestnika, więc zapraszam w trakcie biegu - czyli już w najbliższą niedzielę 04.05.2014 do kibicowania i śledzenia swoich znajomych.

A pod tym linkiem będzie można śledzić mnie... :)

http://live.wingsforlifeworldrun.com/en/locations/POLPOZ/5ffe6beb00694315b3bf6f04271a72ab

 

30.04.2014

Startuję w drużynie której kapitanem jest Adam Małysz! Co to oznacza? Że przebiegnięte kilometry osób które należą do danej drużyny kumulują się - jest kilka drużyn (Szymona Godźka, Beaty Sadowskiej, Jerzego Skarżyńskiego) - więc rywalizacja na pewno będzie. Otrzymałem dziś wiadomość że o 10:45 w niedzielę mamy wspólnie z Adamem odprawę na której ustalimy strategię biegu… :) zapewne będzie ona banalnie prosta… MOC i OGIEŃ!

W biegu na całym świecie startuje wiele osób, sportowców mniej i bardziej znanych - w tym mój guru windsurfingu Roby Naish! Jest też m.in. znakomity narciarz Luc Alphand, narciarka Lindsey Vonn, kierowcy F1 Sebastian Vettel, Mark Webber, David Coulthard.

 

02.05.2014

Do startu pozostało już mnie niż 40 godzin. Trwają finalne przygotowania, a na profilu FB biegu znalazłem właśnie takie oto zdjęcie przedstawiające Global Race Control w Austrii :) ponoć Maltę widać już na ekranach w Centrum Kontroli Lotów... tfuu.. Biegu :) oby nie było żadnych problemów przy starcie!

 

Aaa... zapomniałem wspomnieć że Dyrektorem Sportowym Biegu jest Colin Jackson - mój kolejny idol... tym razem wprost z bieżni lekkoatletycznej...

 

03.05.2014

Krótko i na temat. Plan jest finalnie taki... :)

12 godzin przed startem

Rodzinnie odwiedziliśmy Maltę. To już trzeci start z tego miejsca w tym sezonie. Kolejnym będzie już triathlon na dystanie 1/2 Ironman.

 

 

Pakiet startowy odebrany i linia startu wraz z Catcher Cars zapoznane... Szykuje się fajna impreza. Szkoda tylko że sam bieg jest raczej w Polsce kameralny. Ok. 1300 zawodników - to jak na tę skalę promocji niewiele... Ale cóż - nie przejmuję się tym dziś i szykuję siły na jutro. Idę w kimono :) ... myśląc o moim celu 30 km... de facto okolice jeziora... Kowalskiego :)

 

 

04.05.2014

Porządne śniadanie, w auto i jestem nad Maltą. Nie czuć takiego tłoku i ścisku ani w okolicach Malty ani przed hangarami. Widać iż mimo bardzo mocnego zaangażowania TVN24 bieg jest raczej kameralny, choć gdy sprawdzałem ilość osób zgłoszonych do biegu w poszczególnych krajach Polska była z pewnością w pierwszej dziesiątce. Może fakt organizacji biegu po raz pierwszy powoduje jeszcze brak przekonania do startu u większości biegaczy, może weekend majowy również nie sprzyjał... never mind - najważniejsze że jestem na miejscu, gotów do startu! :)

Na godzinę przed biegiem spotykamy jeszcze Adama Małysza i łapię się na autograf na numerze startowym :) fajnie. Potem szatnia, depozyt i jestem ready. Powoli biegacze ustawiają się w poszczególnych strefach... tylko pogada jakaś taka nie wyrażna. Słońce na stałe chowa się za chmurami a rozpęczony wiatr wzdłuż toru regatowego sprawia że naprawdę nie jest zbyt ciepło. Decyduję się jeszcze na szybki powrót do hangaru i założenie kolejnej bluzy, wolę jak będzie za ciepło niż za zimno.

Stoję już w swojej strefie startowej tuż obok Spartan - tym to napewno musi być zimno w tych skąpych strojach... brrr. Na ekranach piękne migawki z różnych zakątków świata: Brazylia, Australia, Meksyk, Cape Town... super uczucie widzieć że wszyscy startujemy w tym samym biegu, z jednym celem - dla osób które nie mogą biegać, z przerwanym rdzeniem kręgowym.

 


 

 

Tuż przed startem jeszcze szybka, wspólna rozgrzewka i do startu naprawdę pozostaje już niewiele czasu... jeszcze meksykańska fala i START!!!

Tuż przed linią startu mijam jeszcze poznańskich VIPów organizatorów, Panią Ewę Bąk i Wojtka Kruczyńskiego z którym przybijam piątkę - de facto Wojtek jest organizatorem cyklu triathlonów - w tym Sieraków i Poznań.

Początek biegu to delikatny ścisk, trudno było przebić się do przodu, a po chwili zorientowałem się że mogłem spokojnie przebić się do strefy C bo od momentu rejestracji zrewidowałem swój cel i szedłem na mocniejsze tempo. Po 1 km, gdy wybiegliśmy na Baraniaka zrobiło się już trochę luźniej i można było spokojnie przyspieszyć z tempa 5:40/5:20 do docelowego tempa. Po pierwszym kilometrze biegnę już nawet za szybko, w okolicach 4:25/4:35... za mocno, trochę zwalniam i trzymam w okolicach 4:45. Korki jakie utworzyły się na Jana Pawła naprawdę mnie zdumiały... generalnie wszystko stoi ;) ale nic, jestem tu po by biec, więc biegnę. Przelot przez miasto był fajny, tempo mocne, kibice, osłonięci w miarę od wiatru. Przed 10 km łapię kompana który trzyma podobne tempo i lecimy razem przez kolejne kilometry. Na trasie generalnie jest pusto (pod wzdględem ilości zawodników), takich pustek to nie widziałem chyba jeszcze na żadnym biegu. Są momenty że tak na 50 m przed i 50 m za nie ma zawodników.

   

Na ulicy Głównej, przy punkcie żywieniowym pierwsza króciutka przerwa na żel i dobre jego popicie. Jeszcze dzień wcześniej Paweł Boniecki z Trisfery dobrze radził: nawadnianie i suplementacja/żele. Trzymam się tego - bo to dobra rada, przy założonym przeze mnie dystanie nie można o tym zapomnieć bo skończę szybiej niż zakładałem...

Wybiegamy z miasta... i zaczynają się spore podbiegi na których tempo mocno spada. W okolicach 16 km wyprzedza mnie spora grupa osób, po chwili orientuję się, że prowadzi ją znany maratończyk Jerzy Skarżyński który finalnie skończy bieg na 36 km. Ich tempo jest za mocne jak dla mnie i odpuszczam... choć nie powiem kusiło mnie trochę ;)

Potem mijam jeszcze ojca z córką Leną w wózku - WIELKI SZACUN i gonię kobietę która bodajże zajmuje w tym momencie 4 miejsce. Powoli zaczynam odczuwać już trudy tego biegu i mocnego tempa które narzuciłem sobie na początku. Powoli zdaję sobie sprawę że mój cel będzie bardzo trudny do osiągnięcia. Około 10 km miałem średnie tempo na poziomie 4:42 i systematycznie zaczęło spadać. Zakładane przeze mnie średnie tempo dla całego biegu na poziomie 4:52 zdołałem utrzymać finalnie do 26/27 km. Od tego momentu słyszę już odgłosy z tyłu i zdaję sobie sprawę że auta pościgowe zbliżają się... Przedtem jednak rowery organizatorów proszą nas o trzymanie się prawej krawędzi drogi... wykrzesuję jeszcze ostatnie siły na mocniejsze tempo...

  

Auto jest coraz bliżej i bliżej... aż w końcu łapie mnie... ale nic to, biegnę dalej... :)) mija mnie auto zapasowe i samochód organizatora... dopiero wtedy zatrzymuję się. Ku mojemu zaskoczeniu słyszę z głośników umieszczonych na samochodzie moje nazwisko... ale fajnie! Organizatorzy zadbali nawet o to aby każdy zawodnik czuł się wyjątkowo :)

Oficjalny przebiegnięty przeze mnie dystans: 28.23 km. Miejsce: 127.

  

 

 

Mija nas jeszcze auto TVN24 i wyskakuje Pan z kamerą... no nie :) na szczęście dochodzi kilka innych zawodników i jesteśmy w 5 osobowej grupie, kilka słów do kamery i... no właśnie, no i co dalej :) iść, biec, czekać na autobus? :) Na szczęście w oddali widać jaki autokar. Zatrzymujemy się na... przystanku autobusowym... tak, tak... i spokojnie czekamy. 

Autobus podjeżdza, wsiadamy, dojeżdzamy do Pobiedzisk, tam nawrotka i w kierunku Malty... wszyscy dziwią się że taki kawał przebiegliśmy :)) Po drodze czytam jeszcze na FB że do 21 km odpadło 911 osób a w biegu pozostało w Polsce tylko 246... 

Malta. Rodzinka na mnie czeka! DZIĘKUJĘ!!!

Niewiele osób przed sceną. Medal. Prysznic. Makaron, sałatka i do domu... ależ byłem głodny! :)

DZIĘKUJĘ za możliwość uczestnictwa w tym niezwykłym biegu. Cieszę się że mogłem dołożyć się do tej inicjatywy i wesprzeć fundację w realizacji jej celu. Wspaniałe uczucie!

    

A dla ciekawskich :) trochę danych z mojego Garmina :)

Warto przeczytać także