Dodano 2014-04-12 przez Jasiek Kowalski
Trzy dni w Warszawie, z dala od domu i moich treningowych miejscówek

…ale do głowy wpada jakże oczywisty pomysł - warszawska Trisfera! :) 

 

Środa

Komunikuję się z Pawłem Bonieckim, który oddzwania do mnie w środę w południu i umawiamy się na późne popołudnie - powinienem zdążyć między moimi zawodowymi obowiązkami. Spotykamy się na Agrykoli do której z trudem dojeżdżam… wpadam na bieżnię a tam jak przed zawodami - około setka biegaczy! Niektórzy w grupach kilku i kilkunastoosobowych, inni indywidualnie - istne szaleństwo, słychać z rozmów że niektórzy startują w Orlenie który odbędzie się za kilka dni.

Ruszamy. Na początku Paweł pyta się jaki mam plan… a ja jak zwykle na żywioł ;) - trzymamy się więc jego rozpiski. Na początek rozgrzewka - kilka kółek, potem dochodzimy do 4:35/km i trzymamy tak przez kilka km. Dla mnie mocno - szczególnie że jestem po niedzielnej połówce w której dałem z siebie wszystko. Paweł jeszcze lepiej, jest po… maratonie w Dębnie podczas którego miał życiówkę 3:37… ale jak się dowiaduję to już jego trzecie bieganie po maratonie… trzecie?… przecież mamy dopiero środę :) ale to nic… w poniedziałek robił 1,5 h roweru :) Zagaduję go podczas tego biegu przez cały czas… jestem ciekaw planów Trisfery, która rozwijaja się z prędkością światła w Polsce - jeszcze niedawno był tylko Pruszków, potem przyszła kolej na kluby w Warszawie, Wrocławiu, Gdyni, Katowicach, Bydgoszczy… niedługo będzie Poznań - wreszcie!!! Pytam również o jego plany startowe… gdzieś pomiędzy zadaję pytanie jaka jest jego sportowa przeszłość - odpowiedź zbija mnie z nóg… 23 lata treningów siłowych - z zaskoczenia komentuję ze to przecież prawie ćwierć wieku. Kończymy rozciąganiem i krótkim rozbieganiem. Siłą rozpędu umawiamy się na basen następnego dnia rano…

 

Czwartek

Skoro świt spotykamy się na Inflanckiej. Jeszcze w taksówce zdziwiony kierowca słysząc miejsce docelowe pyta się czy w pokojach nie mamy łazienek… :) a poza tym w hotelu jest przecież basen… cóż, nie nadajemy na tych samych falach :)

Basen Inflancka. Paweł opowiada że to klimatyczne miejsce i faktycznie takie jest. Jeden z najstarszych basenów w Warszawie, niecka basenu przykryta wielkim balonem. Faktycznie lata świetności tego obiektu już dawno minęły… ale najważniejsze że w basenie jest woda i ma 50 metrów :)

Wbijamy się znów w plan treningowy Pawła. 200 m rozpływania, 8 x 50 napięcia (25 m pełen ogień, 25 m luzu), następnie 8 x 300 w tempie poniżej 2:00/100 m, na koniec 200 m rozpływania. Już na początku wiem że to zbyty ambitny trening jak dla mnie. Na początku jeszcze trzymam fason ale później oznajmiam że zamiast 8 x 300 zrobię 8 x 200. Pływanie w tempie poniżej 2:00/100 m to jeszcze nie mój poziom, szczególnie przy dwu-uderzeniowej technice pracy nóg. W międzyczasie ratownicy zwracają uwagę na brak czepków… czepków? to są jeszcze takie obiekty gdzie trzeba je nosić… niestety. Po 1:15 kończymy trening i rozjeżdżamy się. Dziś Endushop ma otwarcie sklepu w Warszawie i popołudniowy trening Pawłowi wypada… ja grzecznie umawiam się z kolegą z czasów windsurfingu na Helu… na trening biegowy :) 

To miał być spokojny trening ale Wojtek z życiówką na dychę o ponad 2 minuty lepszą nie uznaje tempa 5:10 za docelowego… i już po 5 km pędzimy na Wilanowie poniżej 4:30 by koło 8 km biec już km w czasie 4:15… dla mnie to już masakra… po drodze mijamy oznaczenia kilometrów do maratońskiego dystansu biegu Orlenu - tą samą trasą biegłem równo rok termu w pierwszej edycji tej imprezy. Miłe wspomnienia. W tym roku odpuściłem tą imprezę i chyba teraz trochę żałuję…

Po treningu jeszcze szybka wizyta w sklepie rowerowym Kolarski - i dywagacje na temat wyboru roweru szosowego… A sklep naprawdę niczego sobie, maszyny po 30 tysięcy i lepiej - istny kosmos, karbonowe korby po 4k… czuję się jak w salonie luksusowych aut… W samym sklepie mieści się jeszcze kawiarenka - naprawdę fajna miejscówka - polecam!

A wieczorem na dobitkę potwierdzamy sobie jeszcze z Pawłem kolejny trening pływacki na następny dzień… dostaję tylko info na Messengerze że będzie delikatnie… 3100 z czego 400 na pięściach… Może jednak odpuszczę? Nieeeee...

 

Piątek

Spotykamy się jeszcze wcześniej niż w czwartek. Tak jak Paweł zapowiadał rozpoczęliśmy delikatnie… hmm ale nie jak na mnie ;) Już na samym początku czuję że to nie mój dzień i jeszcze mocniej niż dzień wcześniej rewiduję mój plan na dziś. Pięści co prawda są ale tylko do połowy długości basenu i w sumie na 200 m. W międzyczasie pytam Pawła ile razy w tygodniu jest na basenie - odpowiedź znów mnie przygniata… 5… no tak, jak staram się 2 x w tygodniu. Ale cóż plan startów Pawła w tym roku jest adekwatny do jego treningów… z tego co zapamiętałem 1/2 Sieraków, Poznań, Gdynia, Budapeszt… a kończąc na pełnym IM w Malborku, oczywiście po drodze jeszcze kończy Koronę Maratonów Polski, inne biegowe imprezy i krótsze triathlonowe dystanse… Kończę trening wcześniej, muszę wracać do pracy… a Paweł jeszcze 2 x 400 i 200 rozpływanie…

 

To były naprawdę wyjątkowe, treningowe dni w Warszawie… Paweł, Wojtek - DZIĘKI! Do następnego!

Warto przeczytać także