Dodano 2014-01-18 przez Jasiek Kowalski
Na początku było bieganie…

Przyszedł ten czas, aby podzielić się z Wami moją sportową historią, która mam nadzieję zainspiruje Was do działania, sprawi że uwierzycie w siebie i w swoje możliwości…

A zaczęło się to tak… :)

 

Pasja do sportu w moim przypadku została zaszczepiona przez Rodziców, którzy już jako 4-latka uczyli mnie jeździć na nartach… ten sport jest ze mną aż do dziś. 

 

Jestem chyba jednym z nielicznych, którzy lubią zimę… mroźną, śnieżną… oczywiście w górach jest ona jeszcze bardziej piękna, mimo że na nizinach, w mieście potrafi być dla większości z nas uciążliwa… 

... cieszę się niezmiernie że tę pasję przekazuję dalej… na moich synów :)

 

To o czym teraz napiszę wywołuje u mnie uśmiech i ciągłe niedowierzanie… bo jak teraz, w wieku 35-lat spojrzeć inaczej na okres podstawówki… a jednak. A tam towarzyszyła mi królowa sportu - lekkoatletyka - 4, 5 treningów w tygodniu po 1,5 godziny mimo wszystko zrobiło swoje i odcisnęło swoje trwałe piętno. Zapach bieżni tartanowej… kolce… hala Warty przy Puławskiego, stadion Olimpii, czwartki lekkoatletyczna na nieistniejącym już stadionie Energetyka przy Arenie… to wszystko przywołuje fajne wspomnienia. Nie byłem typem długodystansowca - przez trenerów - mile wspominanych… Pilarczyka i Szudrowicza - nie byłem obsadzany w długich biegach… moją domeną były krótkie dystanse - 100 m, 200 m, 4x100m, 4x200m, skok w dal, płotki - to były moje całkiem mocne strony. W liceum ta przygoda urywa się, by na studiach na chwilę powrócić. Trwały powrót do tej dyscypliny to już ostatnie 5 lat…

W międzyczasie było jeszcze żeglarstwo z regatami na jeziorze Kierskim i szybki przeskok na windsurfing - który tak jak narty towarzysz mi ciągle do dziś… 

Udało mnie się pływać w najciekawszym regionach Europy - tej bliższej i dalszej: Leucate i Almanarre/Francja, Prasonisi/Rodos/Grecja, Hurghada/Egipt, Fuerteventura i Lanzarote/wyspy kanaryjskie… 

...naprawdę piękne zakątki i połączenie rodzinnych wakacji z pasją…

 


Niestety w minionym roku miałem całkowitą abstynencję… a całkowitą „winę” musi wziąć na siebie triathlon :) 

No właśnie triathlon… ale na początku było bieganie, tylko bieganie… jesień, zima, wiosna, lato… zimno, upał, deszcz, błoto, śnieg… nie istotne jaka pora roku, jakie warunki pogodowe bieg jest tym czymś co daje mi niesamowitego kopa na co dzień, w życiu rodzinnym, w pracy…

To właśnie podczas biegania przychodzą najfajniejsze pomysły do głowy i inspiracje… w tym motywacja i inspiracja do uruchomienia wreszcie własnego biznesu wspólnie z żoną… CoWalski - Aleja Inspiracji… tak to się narodziło… :) 

Przygotowania do pierwszego półmaratonu, maratonu - wpierw cel sam w sobie… teraz już walka o czas, życiówkę - stało się to stety bądź niestety pewnym nałogiem z którego nie potrafię… i chyba nie chcę wyjść…

Bieganie dwa, trzy, cztery, pięć razy w tygodniu stało się czymś normalnym… ale zacząłem szukać nowych wyzwań… i tak nastał czas na kolejną pasję… 

triathlon…

Bieganie już było w miarę opanowane, a więc zimą przyszła kolej na doskonalnie pływania i naukę praktycznie od zera kraula - który w tej chwili nie sprawia mi już praktycznie żadnego problemu… mimo że jeszcze rok temu miałem problem z przepłynięciem tym stylem jednego basenu - teraz jestem w stanie bez większych problemów przepłynąć ponad 3 km… ponad 120 basenów ;) Można ? Można!

rower… kiedyś uważałem osoby jeżdżące na kolarzówkach za kochających inaczej…:) … ale teraz… teraz jest inaczej… uwielbiam szosę… do tego stopnia że w zeszłym roku jeździłem dzień w dzień do pracy, 30 km dziennie. Pierwszy wyjazd na drogę publiczną uświadomił mi i całkowicie zmienił postrzeganie rowerzystów na drogach… każdy powinien tego doświadczyć… naprawdę.

40, 50, 60 km/h to naprawdę coś i niesamowicie fajne uczucie swobody, wolności, uniezależnienia od auta i wygodnego wożenia tyłka oraz trucia środowiska… teraz za to wącham spaliny samochodowe :)

Pierwsze zawody w Sierakowie na dystansie 1/4 IronMan (950 m pływania, 45 km na rowerze i 10,5 km biegu) - mega uśmiech na twarzy przez całe zawody… nawet na niektórych zdjęciach wyglądam trochę dziwnie - ale naprawdę czułem się rewelacyjnie, świetna atmosfera… a poza tym powrót do lekkoatletyki - to właśnie w Sierakowie byłem na pierwszych obozach… magiczne miejsce jak dla mnie …

Drugie zawody… Susz - na których znalazłem się prawie przypadkiem wygrywając konkurs TYR na FB… nie mogłem tam więc nie pojechać… mimo że nie planowałem tego sezonu startu na dystanie 1/2 IM (1900 m pływania, 90 km na rowerze i 21,1 km biegu)… do tego mega upał i pełna lampa przez całe zawody. Ale udało się i mimo naprawdę kolosalnego zmęczenia dotarłem na metę … 

Ostatnie zawody minionego sezonu w triathlonie to Lotto Poznań Triathlon - atmosfera zupełnie inna od Sierakowa… duże zawody… A dzień przed nimi start mojego syna w Mini Poznań Triathlon - to dopiero przeżycie, które życzę każdemu z rodziców - warto!

 

A wszystko to przy mega wsparciu mojej fantastycznej małżonki i synów - którym z całego serca bardzo dziękuję! Jesteście dla mnie wszystkim co mam, najcenniejszymi skarbami…

 

 

 

PS.

Dalsze plany ?

Tak, są… 2014 i 2015 rok mocne plany startowe w TRI aby w 2016 wystartować na pełnym dystansie IronMan (3800 m pływania, 180 km na rowerze i 42,2 km biegu)… :)

 

Kontakt: jasiek[małpa]cowalski.pl 

 

Warto przeczytać także